Ogniste kwiaty

Królewskie Fajerwerki, Londyn, 1749
Królewskie Fajerwerki, Londyn, 1749
Niektóre źródła podają, że narodziły się już w 206 r.p.n.e.. W Europie pojawiły się w wieku XIV, a w niecałe 300 lat później nie wyobrażano sobie bez nich publicznej uroczystości. Kochały je europejskie dwory, a na ich pokazy zapraszał sam król Stanisław August Poniatowski. Fajerwerki.

Pomysł na ten post był początkowo zupełnie inny, bo bohaterami mieli być –
w roli głównej: Pieter Bruegel Starszy, w roli drugoplanowej: Święta Rodzina,
a statystować miała im zima (przydział ról w tym przypadku można dowolnie modyfikować). Jednak kiedy ów historię miałam już „na warsztacie” Muzeum Narodowe w Warszawie na swojej fanstronie (www.facebook.com/MuzeumNarodowe) opublikowało poniższą ilustrację, która stała się inspiracją dla tego posta. Sylwester tuż tuż, po piętach depcze mu Nowy Rok, a więc, Drodzy Państwo, dzisiaj - fajerwerki.





Wspomniana ilustracja to miedzioryt z 1667 roku, autorstwa Johanna Schweizera ukazujący czterogodzinny pokaz sztucznych ogni zorganizowany z okazji zaślubin Ludwika VI von Hessen-Darmstadt z Elżbietą Dorotą von Sachsen-Gotha. Pracę tę oglądać możemy w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, a poczytać
o niej można na stronach Cyfrowego MNW, które jako wierny czytelniko-gość osobiście uważam za inicjatywę fantastyczną i szczerze polecam. Do rzeczy jednak!

Skąd się fajerwerki wzięły i dlaczego mało kto wyobraża sobie dzisiaj sylwestra bez sztucznych ogni?

Sama nazwa fajerwerki pochodzi od niemieckiego Feuerwerk, jednak sztuczne ognie początkowo wcale nie służyły efektom wizualnym, a dźwiękowym. Kwestia momentu, w którym wykorzystano je po raz pierwszy jest sprawą dyskusyjną, ponieważ źródła podają różne daty. Miejsce ich pochodzenia jest za to pewne. To Chiny.

Ponoć już w czasach dynastii Han, czyli około 206 roku p.n.e. prażono bambusy, aby wywołać huk mający odstraszyć złe duchy. Przez kolejne stulecia fajerwerki służyły przede wszystkim celom religijnym, a wykorzystywano je głównie podczas modlitw o pomyślność i szczęście. Jako forma sztuki rozwinęły się natomiast w Japonii, gdzie określano je słowem 花火 hana-bi, czyli "kwiaty z ognia” bądź „ogniste kwiaty”.



W Europie fajerwerki pojawiają się w XIV wieku - jak pewnie nietrudno się domyślić - we Włoszech, które w tym czasie były swoistą kolebką wszelkich nowinek i innowacji. To tutaj stają się one prawdziwą sztuką, która szybko rozprzestrzenia się na pozostałe części Starego Kontynentu. W baroku stanowią już stały element dworskich uroczystości.



A Polska? Wydaje się, że o fajerwerkach jako pierwszy pisze Łukasz Górnicki w „Dziejach”, gdzie wspomina pokaz sztucznych ogni organizowany po narodzinach Zygmunta III Wazy. „ (…) gdy doszła do Polski wiadomość, iż się królowi szwedzkiemu Janowi z Katarzyny Jagiellonki, królewny, córki Zygmunta I, syn urodził nie tylko po ulicach w Wilnie rozmaite znaki weselne były pokazywane, ale po górach nad Wilnem strzelby rozmaite, rac puszczania, insze puszkarskich przypraw ognie były zapalane”. Polskie dwory, podobnie jak dwory europejskie, pokochały pokazy sztucznych ogni. W XVIII wieku nie mogła odbyć się bez nich żadna wieczorna uroczystość organizowana w ogrodzie Foksal w Warszawie.

Na afiszu z 15 września 1781 roku przeczytać można o pokazie fajerwerków z okazji elekcji króla Stasia.



Motyw sztucznych ogni w sztuce znaleźć nietrudno. Zwłaszcza pomiędzy XVI a XIX wiekiem, ale czy fajerwerki to sztuka? Jeśli tak, to niezwykła, bo niedająca się widzowi w żaden sposób naturalnie „uchwycić”. Ach ten Adorno! O fajerwerkach pisze tak: „Fajerwerki są najdoskonalszą formą sztuki, w której obraz w momencie swojego najwyższego spełnienia umyka widzowi”. Coś w tym jest!

Trwa ładowanie komentarzy...